LukaBandita.

Status związku: żonaty/zamężna
Chcę grać z: kobiety, mężczyźni
Szukam: rozrywki
Znak zodiaku: Waga
Urodziny: 2018-09-27
Rejestracja: 2009-11-07
Nigdy nie liżę mentalnie wyimaginowanych kłamstw.
Punkty122więcej
Do utrzymania poziomu: 
Ilość potrzebnych punktów: 678
Ostatnia gra
Mahjong

Mahjong

Mahjong
21 godzin temu

Taxi vs. Policja.

Taka mała ciekawostka i jednocześnie pytanie do Was. Czy to, co poniżej opiszę jest zgodne z prawem ruchu drogowego, czy nie?
Wiem, że mam w znajomych fachowca. ;)
A było dziś tak:
musiałam wezwać taxi, bo brama po derbach Łodzi uszkodzona i jeden z jej siłowników bezsilnie padł pod napięciem radości Widzewiaków, lub rozpaczy Ełkaesiaków.
Mało ważne, kto pokusił się o okazanie swych "sportowych" emocji w ten sposób, istotne jest to, że przy moim budynku mieszkalnym obowiązuje zakaz parkowania. W związku z powyższym, nie mogłam wyjechać swoim autem. Wzięłam taxi.
Nigdy nie miałam do czynienia z sytuacją ( do dziś), gdy czekam na taxi przy budynku, wsiadam i nagle z tyłu smerfny sygnał wizualny i w tle "łełu łełu pingg".
Chcieli wlepić mandat taksówkarzowi, za to, że na moment zatrzymał się pod wskazanym adresem, by zabrać pasażerów.
Przedziwne.
Taksówkarz cierpliwy do bólu, choć na moment nerwy mu puściły, bo zapytał się tych młodych "panów władz", czy klient ma iść do taksówki 200, 300 metrów, bo tu jest zakaz zatrzymywania się?
Zakończyło się pouczeniem.
Nie wiem co dziwnego dzieje się w Łodzi od kilku dni.
Pełno Policji, pełno patroli pieszych. Chodzą wszędzie i wlepiają mandaty. W ciągu godziny spędzonej na mieście widziałam ich wielu...I pan żul dostał mandat za picie piwka pod żabą, zaraz obok zaparkowała pani w bramie (na chwilkę) i też mandat.
Zdążyłam tylko powiedzieć do cór, że za chwilkę i ja dostanę mandat za to, że idziemy z małym psem bez kagańca.
WTF?


Quasimodo, zagadka i panika w dość ciemnym lesie, czyli opowieść jak najbardziej prawdziwa, z zasobów własnych.

To było tak:
Wracałyśmy we cztery psiapsióły z działki innej kooleżanki, chciałyśmy na skróty, choć jak powszechnie wiadomo, na skróty czasem bywa dłużej albo mało komfortowo.
Wybrałyśmy drogę prze gęsty, stary las. Dukt luksusowy, mogły minąć się dwa auta.
Siedem kilometrów rozgadano-śmiechowej wędrówki.
W lesie zaczęło już mrocznieć, choć byłyśmy blisko wyjścia z niego i już było widać tunel wyjścia, takie światełko w tunelu lasu.
Nagle dukt w tym półmroku przecięło nam coś, co wprowadziło nas wszystkie w panikę.
Coś nieznanego.
Jedna z koleżanek, zawodniczka w biegach przełajowych, wyrwała tak, że tylko piach spod bieżnika jej butów było widać, druga zwiała zaraz za nią, trzecia ruszyła Beata, a mnie zamurowało na widok zjawiska.
Nie chciałam tam zostać sama, więc łapczywie złapałam Betę za tzw. "fraki", przewróciłyśmy się obie na ziemię, na co moja naprawdę kochana przyjaciółka wykrzyczała do mnie : Opie...ol się ode mnie ;) i jeszcze rękoma mnie odepchnęła i zwiała.
Zamykałam stawkę.
Gdy już dotarłyśmy do bezpiecznej cywilizacji, z dłońmi opartymi na kolanach, z jęzorami wywalonymi na wierzch zapytałyśmy niemal równocześnie: Co to było, to coś?
Każda miała swe spostrzeżenia, ja chyba najdokładniejsze, bo widziałam to coś najdłużej.
A było one takie:
Niespiesznie, przelazło coś przed nami w poprzek duktu.
Miało jakby garb, rachityczne ramiona i przedramiona, i małą głowę, przysięgałam koleżankom, że chyba widziałam tam ogon i takie specyficzne tylne stopy jakie ma pies.
Rok temu przypomniało mi się to i już znam odpowiedź co to było. Połączyłam kropki.
Zgadujcie. Las był w Tuszynie pod Łodzią.
Dla tego, kto zgadnie, symboliczne, honorowe 100 k. Oczywiście dla pierwszego, kto zgadnie ;).



Kto się kryje za nickami?

Obiecałam, kobyłka u płotu stanęła po Nowym Roku.
Votre service mesdames et messieurs.
Reprezentujemy tu sobą jakże różne typy netowej urody, lub jej braku.
Postaram się wymienić te, które przez lata obecności na tym portalu zdołałam zauważyć, a że nie wszystko zauważam, to dopisujcie swoje spostrzeżenia.
Typ1- najczęściej występujący, czyli tylko gra, nie wchodzi w społeczne interakcje,
Typ1 a- nie wita się, gdy wchodzi na stół, ale zwyzywa, gdy przegra,
Typ1 b- tak jak wyżej, ale odejdzie w milczeniu, gdy przegra,
Typ1-c- znów jak wyżej, tylko zbluzga cię nawet wtedy, gdy wygra i poucza ( naucz się grać k..o),
Typ1-d- cudem wygra i nie da rewa,

Typ 2- gracze "uśpieni"
Typ2a - nie gra, utrzymuje tylko kontakt ze znajomymi,
Typ2b - też nie gra, pisze komentarze na blogach, ewentualnie swoje blogi,
Typ2c - jak wyżej, tylko kryjąc się za nickiem podejmuje próby blogowej prowokacji, bo przecież nikt nie zna, nikt nie rozpozna, można sobie pozwalać,

Typ3 - idealiści
Typ3a- stare, poślinione, zaburzone, onanistyczne dziady, udający młode kobiety,
Typ3b - brzydkie kobiety ze zdjęciami ładnych kobiet,
Typ3c - ci, którzy maja zdjęcia swych zwierząt na profilowym,

Typ4 - najgorszy - mniej lub bardziej marni, blogowi, anonimowi prowokatorzy
Typ4a - ujada bez powodu, coś mu w życiu nie wyszło, na kimś trzeba się wyżyć,
Typ4b - tak jak wyżej, tylko ma powód,
Typ4c - zakłada mnóstwo fake nicków, gada sam/sama ze sobą na blogach,
Typ4d - przypier.la się do każdego, którego ocenia wyżej, niż siebie

Najbardziej cenię tych, którzy maja odwagę pokazać tu prawdziwego siebie, swą szczerość, podać pomocną dłoń w razie potrzeby ( nie, nie o żetony mi chodzi ;)), z którymi można porozmawiać, pośmiać się, wymienić opiniami.
Kocham Was, ale nie wymienię z imion, nicków. Po co Wam kłopoty?;)
Podsumowując, można i w necie nie udawać kogoś, kim się nie jest, ale to dla ludzi, którzy znają swoją wartość.
HOWGH! ;)










Pozamiatane.

Najwyższy czas napisać tu,
że blogi zdychały od dawna.
Najwyższy czas napisać, że blogi zabijali ci, którzy czuli się gorsi w swej blogowatości i komentach, że blogi zabiła wielonikowa mściwość.
Tak bardzo chcieliście, by "starzy" blogowicze odeszli, by dać się "młodym" wykazać.
No to macie to swoje wykazanie.
Skoszona trawa.
Pozamiatane liście z różnych drzew.
Gratuluję.
Dno.
Gratulacje.


Zjawiska nadprzyrodzone.

Tak, będzie o duchach zmarłych.
Może powinnam to napisać 2 listopada, ale jest teraz, bo sumie nadchodzą święta i ten talerz nadprogramowy...gościnny ;)
Opowiem Wam o dwóch moich doświadczeniach w tej materii. Było ich wiele, ale akurat te dwa są takimi, które wywarły na mnie wpływ, że naprawdę uwierzyłam w nieśmiertelną duszę.
Przypadek pierwszy.
Zmarła mama mej serdecznej koleżanki, takiej od przedszkola.
Jej mama nie przepadała za mną. Była troszkę wobec mnie kurtuazyjna, ale jednak czuło się, że ma dystans.
Na pogrzeb poszłam z kwiatami, a po tygodniu odwiedziłam koleżankę.
Tak nieładnie, beztrosko wisiała u niej na klamce torba z markowego sklepu i zapytałam się koleżanki, co to ma być?
Ona odparła, że torba, choć niezniszczona, znudziła się jej i że miała ją dać swej mamie, ale wiadomo jak się stało i w związku z tym wywala ją na śmietnik.
Szkoda mi się zrobiło ładnej rzeczy w moim guście i powiedziałam koleżance, że skoro ma ją wyrzucić, ta niech mi ją da. I dała.
..............................................................................................................................................................................................................................
Już pierwszej nocy usłyszałam ogromny huk.
Sądziłam, że albo wypadek drogowy, albo komuś wybuchła butla z gazem.
Nie słyszałam wycia syren żadnych służb.
Wstałam rano i otworzyłam szafkę, w której były szklanki.
Miałam tam 6 szklanek odpornych na stłuczenia, i gdy otworzyłam szafkę wysypało się szkło w drobinkach.
Nic mi to nie dało do myślenia.
Drugiej nocy to samo, huk i wtedy spojrzałam na zegar, była 01.13.
Rano to samo, druga z kompletu szklanka w wióry.
Trzeciej nocy już nie spałam, czekałam. Huk o 01.13 i nie wstałam. Rano znów kolejna szklanka z tego kompletu w pył.
Czwarta noc to samo, ta sama godzina i znamienny huk. Rano to samo, szklanka w pył.
Nie czekałam dalej. Pojechałam do koleżanki i zabrałam tę torbę, która miała być jej matki.
Nic niewiedzącej koleżance powiedziałam, że oddaję torbę, bo mi jej matka wszystkie szklanki w domu wytłucze. Powiedziałam jej, że może zostawi ją sobie, zakopie przy grobie, że nie wiem co, ale ja oddaję.
Następnej nocy zakończyło się, dwie szklanki ocalały.

A teraz jeszcze dziwniejsze.
Zmarła moja mama, a zawsze miałyśmy ze sobą takie żarciki, że ona mówiła mi gdzie chce być pochowana, a ja jej, że dobrze, ale po śmierci do mnie nie przychodź, bo ja się tego boję. I takie śmieszki.
Zmarła zbyt wcześnie. O 5 rano.
W nocy, tego samego dnia leżałam w swym łóżku i patrzyłam w sufit, było mi tak niekomfortowo, że wzięłam do łózka córkę, wtedy trzyletnią. By nie być samą.
Ona spała, ja nadal sufit, bo mamunię kochałam nade wszystko.
Nagle moja córka z pozycji leżącej siada na łóżku. Zaczyna mówić głosem ze studni, z echem. Wymawia słowa, których normalnie nie wymawiała. I to nie był jej głos.
Włosy stanęły mi u nasady.
Uciekłabym, gdyby nie dziecko.
Sądzę, że moja córka została wykorzystana jako medium, bo wypowiadała imię mej siostry, imię które dla mej córki było wtedy nie do wymówienia.
Za chwilę sytuacja, gdy córka śmieje się, tak jakby ktoś pod paszkami smyrał, takie ruch wykonywała, a potem dziecko nachyliło się do przodu, uśmiechnęło się i powiedziało " papa, papa", i pomachało rączką.
A potem padła na łózko. Spała głęboko.
Sytuacja wyjaśniła się po dwóch tygodniach. Okazało się, że moja siostra w dniu śmierci naszej mamy poszła spać do koleżanki, dlatego mama szukała jej u mnie.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń w tej materii.
Jeśli tu nie chcecie, to zapraszam na priv.